Skoro powiedziałam A nie mogę nie powiedzieć B. Seksualne ekscesy Egipcjan to dopiero wstęp do prawdziwego maratonu miłosnego. Niewątpliwie mistrzami starożytności w sztukach miłosnych byli Grecy. Ich podejście do ciała i miłości jest nam obce. Przede wszystkim Grecy nie byli hipokrytami. Nie zrozumieliby naszego obłudnego podejścia związków damsko – męskich. Ale nie dywagacje filozoficzne są moim celem, a opowieści nieprzyzwoite, lekkie, wiosenne, beztroskie. Grecy i ich bogowie kochali się na wszystkie sposoby.
Afrodyta bogini miłości, najpiękniejsza z bogiń i ziemianek została żoną Hefajstosa kulawego kowala, boga ognia, który większą część życia spędzał w kuźni pod wulkanem. Trudno o bardziej nieudane zestawienie. Ona zwiewna i słodka, on szpetny i wiecznie brudny. Jak łatwo się domyślić Afrodyta nie była wierna małżonkowi. Jednym z jej kochanków był Hermes – posłaniec bogów. Ten wiecznie zabiegany młodzieniec nie miał czasu na długie i namiętne romanse, ale serce nie sługa i w przelocie między jedną, a drugą misją uległ wdziękom najpiękniejszej olimpijki. Z tego związku urodził się Hermafrodyt (imię zawdzięcza obojgu rodzicom). W tym przepięknym mężczyźnie zakochała się nimfa rzeczna Salmakis. Niestety jej uczucie nie było odwzajemnione, więc kiedy ukochany kąpał się w rzece, którą ona się opiekowała, przywarła do niego całym ciałem. Wtulona w Hermafrodyta zaniosła błagalne modły do bogów olimpijskich. Ci wzruszeni jej łzami stopili parę w jedność. Tak powstała jedna osoba mająca w sobie cechy zarówno męskie jak i żeńskie.
Innym kochankiem Afrodyty był Ares. Z tego związku urodził się Eros nieznośny bożek miłości.
Jednak zanim doszło do narodzin Erosa, zakochani rodzice przeżyli dość upokarzającą scenę zazdrości. Afrodyta bała się, że wieść o jej nowym kochanku dotrze do męża. Dlatego postanowiła zorganizować schadzkę we własnym domu. Zgodnie z zasadą, że pod latarnią jest zawsze najciemniej. Uznała, że we własnym domu żadne niepowołane oczy ich nie zobaczą. I wszystko było by dobrze gdyby nie Helios. Przejeżdżając nad pałacem bogini w swym słonecznym rydwanie, bóg przez świetlik dostrzegł parę pogrążonych w uciechach kochanków. Poinformował o tym Hefajstosa. Ten rozgoryczony zachowaniem żony pod ich wspólnym dachem, wykuł sieć, tak misterną i delikatną, że nawet najbystrzejsze oko nie mogło jej dostrzec. Gdy następnym razem kochankowie znowu zajęli się miłosnymi zabawami, nagle spadła na nich sieć. Im bardziej się miotali tym bardzie się zaciskała. W tym momencie wkroczył zdradzony mąż. Zwoławszy wszystkich bogów, wpuścił ich do sypialni i pozwolił napawać się widokiem nagiej zdradzieckiej pary. Afrodyta kuliła się w ramionach kochanka cała pąsowa ze wstydu. Wściekły Ares toczył pianę z ust. Nic im to jednak nie pomogło, nie mogli się w żaden sposób uwolnić. Bogowie olimpijscy stojąc nad uwięzioną parą śmiali się i dowcipkowali w najlepsze. Dopiero zgorszony Posejdon rozpędził cale towarzystwo. Po tym wydarzeniu, oprócz żartów na temat Afrodyty i Aresa, podniosły się też głosy oburzenia. Ostatecznie kto został bardziej upokorzony? Para złapana w sieć? Czy mąż, który ujawnił światu swoją hańbę?
Afrodyta nie mogła zemścić się na donosicielu Heliosie, zbyt potężnym był bogiem, ale nie omieszkała dobiec jego krewnej. Pazyfe, w której żyłach płynęła krew heliosowa, była żoną Minosa i królową Kolchidy. Ponieważ Pazyfe była też krewną Medei miała pewne talenty czarodziejskie. Rzuciła na męża zaklęcie. Od tej pory małżonek nie mógł jej zdradzić. Za każdym razem kiedy próbował, jego członek zamiast nasienia, wtryskiwał w kochankę paskudne węże i skorpiony.
Niestety Pazyfe sama też padła ofiarą uroku. Mściwa bogini miłości sprawiła, że żona Minosa zakochała się w byku. Nie chciała jeść, ani pić, całe dnie spędzała na pastwisku u boku ukochanego. Niestety byk nie był zainteresowany wdziękami ludzkiej wielbicielki i zrozpaczona kobieta musiała patrzeć jak na jej oczach umiłowany bierze w posiadanie kolejne jałówki.
Doprowadzona do skrajności zwierzyła się Dedalowi. Ten sprytny wynalazca wpadł na genialny pomysł. Wyrzeźbił z drewna jałówkę pustą w środku. Jej drewniane boki obito skórą prawdziwej krowy. Gdy na pastwisku ustawiono drewnianą jałówkę, Pazyfe weszła do środka. Nie trzeba było długo czekać by usłyszeć dzikie okrzyki rozkoszy dochodzące z wnętrza krowy. Z tego związku urodził się Minotaur – człowiek głową byka.
Gniew Afrodyty dosięgnął też Myrry córki króla Cypru. Ta piękna istota budziła powszechny zachwyt, jej matka niepomna na ostrzeżenia twierdziła, że córka jest piękniejsza od samej bogini miłości. Pani Cypryjska usłyszawszy te bluźnierstwa sprawiła, że Myrra zakochała się we własnym ojcu. Z rozpaczy księżniczka chciała się powiesić. W ostatniej chwili uratowała ją piastunka. Ona też obiecała królewnie pomoc. Po kilku dniach zaprowadziła podopieczną do komnat ojca. W ciemnościach król nie rozpoznał kochanki. Jednak po 12 dniach wiedziony ciekawością skrzesał ogień i ujrzał przerażoną twarz córki. Zrozpaczona dziewczyna uciekła i została na prośbę bogów zmieniona w drzewo. Po dziewięciu miesiącach kora drzewa pękła, a na świat przyszedł chłopiec przecudnej urody. Jego opiekunki – nimfy – nadały mu imię Adonis.
I tu Afrodyta wpadła we własne sidła. Do szaleństwa zakochała się w Adonisie. Biegała za nim po lasach i bagnach. Jednak umiłowany wolał spędzać czas na polowaniu niż w łóżku bogini miłości. Zrozpaczona Afrodyta porzuciła piękne stroje i w wysokich bytach z łukiem w ręku przedzierała się przez ostępy leśne byle tylko być blisko kochanka.
Ares upokorzony sceną w sypialni długo nie dawał znaku życia. Jednak tęsknił za pięknym ciałem Pani Cypryjskiej i postanowił ją odnaleźć. Miał nadzieję, że wszystko wyjaśni i ich uczucie odżyje na nowo. Rozczarował się jednak bardzo gdy zobaczył, że bogini miłości ma już nowy obiekt uczuć. Postanowił zabić Adonisa. Przemienił się w dzika. Gdy Afrodyta spała napadł na niego i rozszarpał go na drobne kawałeczki. Gdy bogini ujrzała rozwleczone członki kochanka popadła w czarną rozpacz. Jej żal był tak wielki, że skruszało twarde serce Zeusa i pozwolił Adonisowi opuszczać Hades na dwie trzecie roku. Wiosną u bram krainy umarłych czekała już na kochanka Afrodyta, a jesienią opłakiwała jego odejście.
Po świecie starożytnym krążyła plotka, że wierna Penelopa – wzór cnót małżeńskich – wcale nie była taka święta. To Homer przedstawił żonę Odyseusza w tak dobrym świetle. Ale dlaczego? Czyżby miał w tym jakiś interes? Ponoć gościł na dworze Penelopy pod nieobecność Odysa i nie tylko miał okazję osobiście podziwiać urodę pięknej małżonki podróżnika, ale też pieścić jej krągłe ciało. Ponoć Homer był niewidomy. Może dlatego Penelopa zaprosiła poetę do łóżka, żeby mógł w pełni docenić jej powabne wdzięki? Jak było nie wiadomo. Zresztą nie tylko Homer miał okazję pofiglować z Penelopą. Hermes też uległ wdziękom żony Odysa i pod postacią kozła wziął ją w jaskini. Odgłosy miłości rozchodziły się po całej okolicy. Po dziewięciu miesiącach od tego zdarzenia Penelopa urodziła Pana, pól kozła – pół człowieka. Nie była specjalnie zachwycona takim potomkiem, więc oddała go na wychowania boginkom leśnym. Pan zadomowił się w kniei na dobre i został opiekunem dzikiej przyrody.
Jeszcze na koniec słowo o Zeusie. Nie można go pominąć, ostatecznie to największy uwodziciel na Olimpie. Jego podboje przeszły do legendy. Piękna Leda zaznała rozkoszy z Gromowładnym. Bóg, aby nie przestraszyć swojej wybranki aurą boskości, przemienił się w łabędzia i gdy ta suszyła się naga na brzegu rzeki, po kąpieli, piękny i dostojny ptak przywarł do jej krągłych piersi. Poczuła, że stworzenie coraz mocniej naciska na jej kobiece wdzięki, aż rozgrzana i upojona pozwoliła się posiąść boskiemu łabędziowi. Leda po przepisowym czasie ciąży urodziła jajo, z którego wylęgła się piękna Helena ( ta od Troi).
Innym razem w oko wpadła Zeusowi Alkmena, żona Amfitriona króla Teb. Piękna kobieta słynęła z wierności. Nie uległa żadnemu mężczyźnie oprócz męża. Gromowładny bóg zasępił się wiedział, że ma przed sobą niełatwe zadanie. W końcu wymyślił podstęp. Gdy Amfitrion wyjechał na wojnę, przybrał postać męża Alkmeny. Zanim jednak wszedł do łóżka królowej. Poprosił Hermesa, aby ten zaniósł rozkaz do Heliosa. Tym razem miał w planach spłodzić wielkiego bohatera. A takich wybitnych jednostek nie robi się w jedną noc. Helios po odebraniu wiadomości od Zeusa, przez trzy dni nie wyjeżdżał na niebo swoim słonecznym rydwanem. Potężny władca olimpijski przez trzy doby nie pozwała odetchnąć Alkmenie, ale kiedy opuścił już jej łoże piękna królowa nosiła w sobie bohatera, którego sława miała przetrwać wieki – Heraklesa (lepiej znanego jako Herkules). Ponoć jeszcze tylko jeden raz w historii Helios wstrzymał słoneczne konie. Kiedy Herakles wykonywał trzynastą pracę i przespał się z pięćdziesięcioma córkami Tespiosa.
Pogoda za oknem piękna nic tylko się kochać. Mam nadzieję, że dałam Wam drodzy czytelnicy dość materiałów do ćwiczeń i przemyśleń.
Sponsor:
Jan Parandowski Eros na Olimpie
P.S. Książka powstała w 1923 roku.